W liczebnej przewadze, ale bez punktów

igloopolIgloopol Dębica – JKS 1909 Jarosław  2:1 (1:0)
1:0 Pisarek 9′
1:1 Syty 47′
2:1 Janasiewicz 58′

Igloopol: Flasza – Brzostowski, Socha, Długoszzolta, Machnik – Filipekczerwona(24), Janasiewicz, Sujdakzolta, Chmura (79 Więcek) – Dzięgiel (90 Syguła), Pisarek (75 Kajpust)
JKS: Stecura – Syty, Perczykzolta, Mazurkiewicz (62 Götz), Noga – Jurczak, Zajchowski, Mikłasz (46 Litwin), Soczek – Żelazny (67 Bartnik), Hołub (79 Dobreńko)

Sędziowali: Piotr Foryt oraz Jan Węgrzyn i Jadwiga Socha (Łańcut)
Widzów: 250

Jarosławianie rozegrali drugi mecz wyjazdowy i po raz drugi wrócili do domu „na tarczy”. Nie pomogło im nawet to, że gospodarze przez ponad godzinę musieli radzić sobie w dziesiątkę. Po raz kolejny stracili gole po strzałach głową – elemencie, który jeszcze niespełna rok temu był ich mocną stroną.

Pierwsze minuty były dość spokojne, jedynie dwukrotnie groźniej było pod bramką Dariusza Stecury. W 3. min nasz bramkarz wyjściem na 16 metr ubiegł szarżującego w pole karne Sebastiana Pisarka. Kilka minut później jednak skapitulował, gdy napastnik „Morsów” wykorzystał dośrodkowanie Kamila Machnika z rzutu wolnego, zdobywając strzałem głową swoją pierwszą bramkę w sezonie. Miejscowi, zadowoleni z prowadzenia, mogli przyjmować rywali na własnej połowie, ale ich spokój zakłócił w 24. min Lucjan Filipek. Za bezmyślny atak od tyłu na nogi Marka Sytego wychowanek Błękitnych Ropczyce obejrzał czerwoną kartkę, osłabiając swój zespół.

JKS ruszył do śmielszych ataków, ale brakowało mu pomysłu na rozmontowanie defensywy Igloopolu. Najbliżej szczęścia był w 32. min Mateusz Hołub. Po jego strzale Grzegorz Flasza zdołał jedynie podbić piłkę tak, że trafiła ona w poprzeczkę. Do końca I odsłony gospodarze byli bardzo czujni w obronie, a że do kontrataków włączała się niewielka ilość graczy, wynik nie uległ zmianie.

II połowa rozpoczęła się znakomicie dla czarno-niebieskich. Z rzutu wolnego z prawej strony boiska piłkę dośrodkował Robert Żelazny, Flasza wybronił uderzenie Mariusza Perczyka, ale wobec dobitki Marka Sytego był już bezradny. Wydawało się, że zespół Jerzego Strączkowskiego pójdzie za ciosem i dobije osłabionych rywali, lecz niestety akcjom naszej jedenastki brakowało wykończenia. W 58. min rzut wolny ponad 40 metrów od bramki Stecury wykonywał Grzegorz Chmura, zacentrował na krótki słupek, gdzie Kamil Janasiewicz wygrał „główkę” z Danielem Mazurkiewiczem, a tor lotu piłki zmienił jeszcze Mariusz Perczyk, myląc naszego golkipera.

Od tego momentu JKS niemal zamknął rywali na ich połowie, grając momentami nawet szóstką zawodników w ataku. Cóż z tego, skoro nikt nie potrafił zakończyć akcji skutecznym strzałem. Skomasowana defensywa „Morsów” powinna jednak skapitulować w 84. min. Wówczas to ostro w pole karne zacentrował Marek Soczek, Flasza pomylił się przy wyjściu do futbolówki, a z 5 metrów do pustej bramki nie trafił Dominik Dobreńko.

4 punkty zdobyte w pierwszych 4 spotkaniach to rezultat, który nie napawa optymizmem. Na dodatek JKS traci sporo bramek – w tej statystyce wyprzedza nas jedynie Rzemieślnik Pilzno. Teraz przed zespołem z Bandurskiego dwa pojedynki na własnym stadionie: z nieobliczalną Żurawianką i wracającą powoli do formy Kolbuszowianką. Nie ulega wątpliwości, że spotkania te mogą mieć niebagatelne znaczenie dla naszej sytuacji w tabeli. Zwłaszcza, że od początku sezonu nieciekawa jest również sytuacja podkarpackich III-ligowców, którzy jak dotąd „ciągną” się w ogonie tabeli, swoją formą ze zrozumiałych względów martwiąc również ekipy z IV ligi.

Brak komentarzy

Brak komentarzy.

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.