Klawe życie działacza

Bardzo rzadko ostatnio udzielam się medialnie, ale niedawne wydarzenia związane z klubem, którym kieruję na mocy zaufania, jakie wraz z kolegami z zarządu otrzymałem na Walnym Zebraniu Członków Klubu JKS 1909 Jarosław, zmusiły mnie do odniesienia się do zarzutów, które postawili działaczom byli już piłkarze JKS, którzy występowali w naszym klubie tylko w sezonie 2016/17.

Zarzuty zostały sformułowane i zawarte w artykule na portalu Weszło, opisane w sposób barwny przez pana Leszka Milewskiego. Pan Leszek, korzystając z sieci swoich informatorów, opisał jaka to się działa krzywda piłkarzom w JKS.

Po pierwsze – nikt panom piłkarzom nie obiecywał mieszkania w hotelu „Coloseum” czy „Turkusie”. Raczej był to tylko przejściowy czas, bowiem klub wynajął już wcześniej dom, tak szeroko opisywany rzekomo z meblami zabytkowymi prawie klasy „0”. W tym „zabytkowym” obiekcie przez cały ubiegły sezon mieszkali również piłkarze, którzy po zakończeniu swojej przygody z JKS podpisali kontrakty z klubami wyższych klas rozgrywkowych , czyli wypromowali się w JKS. Oni jednak nie narzekali na meble lub na to, że śpią na paletach, bo tak naprawdę to klub chciał kupić łóżka, ale piłkarze, którzy mieli w tym czasie mieszkać w tym lokalu, stwierdzili, że wystarczą im palety, materace 0raz pościel i będzie OK. I tak było, nie przeszkadzało im to w grze dla klubu, w utrzymaniu się w lidze i zdobyciu po 37 latach wojewódzkiego Pucharu Polski.

Następny zarzut to brak sztućców, talerzy, czyli generalnie wyposażenia. Jestem bardzo zdziwiony, bowiem sam osobiście z wiceprezesem oraz kierownikiem kupowałem w sklepie całe wyposażenie do kuchni. Wprawdzie nie była to miśnieńska porcelana, jaka pasowałaby do tego zabytkowego wystroju, ale wyposażenie zostało kupione. Co zatem się z nim stało?

Na pewno wielu czytających ten felieton bardzo się obruszyło, że panowie piłkarze nie mieli co jeść. Mieli na mocy podpisanego kontraktu mieć zapewnione obiady i mieli na samym początku takie obiady w „Europejskich Klimatach”, zaś później w „Restauracji u Słowika”. Zmiana podyktowana była tylko względami ekonomicznymi ze względu na cenę. Oczywiście każdy, kto mieszka w Jarosławiu, wie, że w obu tych lokalach podają dobre obiady. Ja sam niejednokrotnie z rodziną korzystam z usług obu tych restauracji. I nie jest to kryptoreklama, takie po prostu są fakty. Oczywiście czasami z tych obiadów korzystało więcej osób, niż powinno. Szczególnie, że jeden z panów nawet nie miał do tego prawa, ale to już najwidoczniej nieistotny szczegół.

Osobnym tematem jest sprawa wody – rzekomo „kranówy”, która była wlewana do 5-litrowych bukłaków. Nigdy taka rzecz nie miała miejsca. Woda jest dostarczana przez jednego dostawcę (hurtownię z terenu Jarosławia), który przekazuje nam ją w ramach sponsoringu. Sam osobiście kupowałem wodę w tym czasie, kiedy była przerwa w dostawie i z kierownikiem przywoziłem ją do klubu.

Oczywiście, nie chciałem już za bardzo komentować koszenia i wałowania boiska w czasie treningu, ale jednak napiszę coś na ten temat. Oczywiście z innej perspektywy niż panowie piłkarze, bowiem mam szacunek do człowieka, który o to boisko dba od kilkunastu lat i dla niektórych zawodników mógłby być ojcem. A jakie było zachowanie panów piłkarzy? Bardzo aroganckie – za niemym przyzwoleniem osoby, która była wtedy na boisku z zawodnikami – chyba nie trzeba się domyślać kogo. Człowiek, który wychował dwóch synów grających w ekstraklasie, został potraktowany w sposób wyjątkowo niekulturalny – nie chcę w tym miejscu używać ostrzejszych słów.

Co do jednej rzeczy klub poczuwa się do winy. Są to sprawy finansowe, które w stosunku do zawodników nie zostały właściwie załatwione. Faktem jest, że zaległości sięgnęły dwóch miesięcy, czy też ponad trzech odnośnie sygnatariuszy tego właśnie felietonu. Klub nie odżegnuje się od tego i w najbliższych miesiącach będzie dążył do wyrównania zaległości wynikających z kontraktów zawodników. Oczywiście po odpowiednim odliczeniu szkód, które spowodowali piłkarze zamieszkujący tę posesje w ostatnim sezonie. A były na pewno one niemałe – wiceprezes określił je w swojej wypowiedzi na potrzeby wspomnianego reportażu.

1

2

Dręczy mnie cały czas tylko jedno pytanie? Dlaczego ci panowie – skoro w JKS było tak źle – nie rozwiązali kontraktów z winy klubu? Co im przeszkadzało to zrobić? Domyślam się i tylko napomknę o tym, bo w dniu dzisiejszym dotarły do mnie zdjęcia z jednego z jarosławskich lokali po imprezie, którą zorganizowali sobie tam panowie piłkarze. Straty, które nieuregulowane zostały do dziś, to wstyd dla ludzi, którzy występując na boisku, są obserwowani przez młodzież i winni swoim zachowaniem dawać przykład.

3

4

Jest jeszcze wiele spraw, które mógłbym tu umieścić, ale po konsultacji z kancelaria prawniczą, która opiekuje się sprawami prawnymi klubu, na razie to przemilczę.

Panowie piłkarze są bardzo zatroskani pieniędzmi, które Urząd Miasta daje w dotacji klubowi? Że są źle wydatkowane? Szanowni Państwo – już od 8 lat rozliczamy się z zadań, na które otrzymujemy dotacje i nie mieliśmy problemów z rozliczeniem. Zawsze dokładnie rozliczamy się z każdego zadania. Nierozliczenie się skutkowałoby nieotrzymaniem następnej dotacji. Rok temu byliśmy kontrolowani przez Komisje Finansową Urzędu Miasta, która nie stwierdziła nieścisłości. Również Komisja Rewizyjna klubu kontroluje sposób wydawania funduszy i wydatki klubu.

Taka jeszcze odpowiedz „hejterom” i piszącym wspaniałe komentarze pod tym reportażem czy felietonem. Żaden z członków zarządu klubu nie jest zatrudniony w klubie i nie pobiera wynagrodzenia za swoją pracę na rzecz klubu. Wszyscy robimy to w swoim wolnym czasie, gdy większość z was odpoczywa i narzeka, że klub jest tak źle zarządzany. Niestety, panowie komentatorzy i „hejterzy”, nie wyście nas wybrali i nie możecie nas odwołać. Może nas odwołać Walne Zgromadzenie Członków Klubu, które nas wybierało.

Łatwo można przekreślić społeczną pracę kilkunastu ludzi, którzy kochają ten klub? A gdzie ci komentatorzy i wszystkowiedzący byli, gdy w klubie groził zarząd komisaryczny w 2009 roku? Gdzie byli, gdy klub miał prawie 200 tysięcy zadłużenia i zostałem praktycznie sam z panem Waldemarem? Nie było nikogo. Do zarządu przyszli ludzie, którym na sercu leżało dobro klubu. Kibice i ludzie związani z tym ruchem okazali się dwunastym zawodnikiem tego klubu.

Od dekady jestem związany z tym klubem jako członek zarządu. Pan piszący tekst zarzuca mi, że nie do końca wiedziałem, co się w klubie dzieje. On i ci, którzy tak sądzą, są w wielkim błędzie. Żyjemy w XXI wieku, jest wiele sposobów komunikacji i niekoniecznie trzeba stale przebywać w jednym miejscu, aby być na bieżąco. W klubie przebywałem tyle ile musiałem. Nie musiałem również odpowiadać bardzo agresywnemu panu na pytania, które mi zadawał. W przeciwieństwie do panów, którzy tak udostępniali czyjąś prywatną korespondencję na potrzeby tego felietonu czy reportażu. Ja znam ustawę o ochronie danych osobowych i prawo prasowe lepiej, niż może się to tym panom wydawać.

W 2009 roku przyjęliśmy wizję klubu, którą realizowaliśmy z kolegami z zarządu przez ostatnie lata. Czy ta wizja przyniosła efekty? Na pewno nie od razu. Mieliśmy też wzloty i upadki, ale poniżej czwartej ligi zespół JKS od ponad dekady nie spadł, a jednocześnie od czterech lat gra nieprzerwanie w III lidze. Dwie drużyny juniorów grają w pierwszej lidze podkarpackiej, w tym jedna zajmuje w niej czwarte miejsce, w ubiegłym roku doczekaliśmy się występu wychowanka JKS w reprezentacji Polski juniorów. Po 20 latach.

Również trampkarze i młodzicy biorą udział w rozgrywkach ligowych. Łącznie – osiem stale trenujących roczników. W ramach akademii w treningach bierze udział około 200 chłopców. Roczniki 2007 i 2010 wygrały już szereg prestiżowych turniejów dla dzieci.

Bardzo w ostatnich latach zmieniła się w klubie infrastruktura. Począwszy od remontu dachu, z którego na 100-lecie klubu gościom lała się woda na głowę, poprzez system nawadniania boiska, piłkochwyty, szatnie, które gościły reprezentacje Polski i Irlandii Północnej, ogrodzenie, budkę spikera. Czy to się zrobiło samo? Czy akcje charytatywne „Czarno-Niebieski Mikołaj”, „Czarno-Niebieski Dzień Dziecka”, „Ratujmy Kubusia” czy ostatnio „Pomoc dla Gabrysi” zrobiły się same? Nie! To zasługa ludzi, którzy są związani poprzez swój wolontariat z zarządem, a wspomniany w felietonie pan Andrzej Łukaszczuk jest właśnie moderatorem tych akcji.

Klubowy budynek w 2009 roku:

5    6

Szatnie w 2017 roku:

7

Ci, którzy czekają na rychły koniec tego zarządu, muszą się uzbroić w cierpliwość – kadencja tego zarządu trwa do 2019 roku. Mimo przeciwności nie chowamy głowy w piasek, tylko działamy i staramy się wyjść z każdego problemu obronną ręką.

W imieniu Zarządu chciałbym podziękować prawdziwym kibicom JKS za wsparcie i dobre słowo, które mogliśmy od nich usłyszeć oraz za poparcie swoich działań, które otrzymaliśmy od nich po meczu z Karpatami.

W imieniu zarządu
Witold Rogala
Prezes zarządu

P.S. Dymisja sekretarza klubu Michała Łabusia nie została przyjęta przez zarząd klubu. Każdy może popełniać błędy. Nie popełnia ich ten, co nie pracuje. Michał jest z nami od samego początku i stoimy za nim murem.

Brak komentarzy

No comments yet.

RSS feed for comments on this post.

Sorry, the comment form is closed at this time.